Odkryj naszą ofertę

Gdy trzecia próba terapii stała się przełomem

To była moja trzecia próba podejścia do terapii. Wcześniej miałem wrażenie, że terapeuci mnie nie rozumieli — zwłaszcza intelektualnie. Jeśli czułem brak szacunku albo intelektualnego porozumienia, wiedziałem, że nie będę słuchał. Tym razem do terapii doprowadził mnie kryzys i toksyczna relacja, w której byłem. Ta dziewczyna poleciła mi Reginę, co już na starcie zdystansowało mnie do niej. Pomyślałem: „jeśli ona poleca, to raczej nie”. A jednak poszedłem.

Dlaczego racjonalny umysł zaufał terapeucie?

Bałem się, że jako człowiek po doktoracie z politechniki, racjonalny i mocno osadzony w logice, bardzo szybko „się odbiję”. A jednak Regina zaskoczyła mnie — „kupiłem to”, bo jest bardzo mocno osadzona w rzeczywistości i zrobiła na mnie duże wrażenie. Jej sposób mówienia był jednocześnie konkretny, intelektualnie poukładany. To pozwoliło mi wejść w proces, mimo że wchodziłem do gabinetu z dużą rezerwą.
Wcześniej byłem u dwóch terapeutek i czułem, że jest totalna przepaść — kompletnie nie trafiały w mój sposób myślenia. A Regina ma tę umiejętność, że naprawdę potrafi zrozumieć punkt widzenia faceta.

Emocje, nadwrażliwość i plątanina wzorców z domu

Główne problemy, z którymi przyszedłem, nie ograniczały się tylko do relacji. W tle były kwestie rodzinne, moja nadwrażliwość, emocje, których nie umiałem ogarnąć, oraz to, że często nie rozumiałem, co się ze mną dzieje, gdy coś mnie uruchamiało. Nie miałem wielkich nadziei co do terapii, ale zostałem na długo. W pewnym momencie relacja terapeutyczna przeszła w coś bliższego mentoringowi. Teraz jestem na innym etapie — przychodzę raz na trzy miesiące, bardziej po superwizję. Czuję się świetnie sam ze sobą, ale nadal szukam czegoś „ekstra”.

Oddzielenie życia osobistego od zawodowego

Najważniejszy efekt terapii, który zobaczyłem na początku, to oddzielenie życia osobistego od zawodowego. Przestałem przenosić swoje stany emocjonalne na pracę. Jako muzyk i producent, pracujący w chaotycznym środowisku artystycznym — to było dla mnie ogromnie ważne. Wcześniej wszystko było wymieszane. Teraz wiem, że profesjonalizm to umiejętność „niezabierania siebie” do pracy.
Nie wiem, jak to się stało, bo Regina nie podaje gotowych odpowiedzi — raczej zadaje pytania, które prowadzą do własnych wniosków. Pokazuje drogę, żeby tę odpowiedź znaleźć samemu. Samopoznanie było dla mnie bardzo płynnym procesem.

Stabilność zamiast skrajności — nowa jakość mojego życia

Terapia daje ci lepsze życie, ale potrafi też zmienić je na tyle, że staje się zupełnie innym życiem. Inne życie to też inni ludzie, których przyciągasz. Osoby, dla których wcześniej byłeś interesujący, nagle przestają się tobą interesować, bo pozbywasz się swoich dysfunkcji.
Terapia sprawiła, że poznałem siebie, moje życie stało się bardziej osadzone w rzeczywistości, bardziej stabilne — zrozumiałem, że overthinking i nadwrażliwość są destrukcyjne. Amplitudy moich emocji są dziś mniejsze.

To lepsze życie, ale jednocześnie trudniejsze. Specyfika mojej pracy polega na tym, że cały czas spotykam osoby funkcjonujące w bardzo intensywnych stanach emocjonalnych. To często niezwykle kreatywne i wrażliwe jednostki, ale mierzące się z dużymi wahaniami emocji. Muszę ich rozumieć, współpracować z nimi i towarzyszyć im w procesie twórczym, a jednocześnie sam pozostać ugruntowany.

Kiedyś zupełnie się z tym utożsamiałem. Dziś wciąż jestem częścią tego środowiska, ale mam większy dystans i potrafię spojrzeć na to wszystko bardziej obiektywnie. To nie jest łatwe, ale konieczne. 

Relacje po terapii: czerwone flagi, selekcja i dojrzalsze wybory

Po terapii zmienił się też mój sposób patrzenia na relacje. Kiedyś nie miałem problemu ze znalezieniem kobiety, ale zawsze były to kobiety dysfunkcyjne. Teraz widzę czerwone flagi od razu i czasem czuję się, jakbym żył na obcej planecie, bo te dysfunkcje są dla mnie bardzo widoczne.

Ja sam pewnie też mam jeszcze swoje rzeczy do przepracowania, ale dziś wygląda to inaczej — mam mniej relacji, ale są one bardziej świadome i zdrowsze. I wiem, że właśnie tak jest dla mnie najlepiej.

Ktoś kiedyś powiedział, że nie będziesz w stanie pokochać kogoś, jeśli najpierw nie nauczysz się kochać samego siebie. I to trzyma mnie przy przekonaniu, że prędzej czy później znajdę właściwą osobę.
Najbardziej zapamiętałem jedno zdanie Reginy: ogień potrzebuje tlenu, ale jeśli dasz go za dużo albo polejesz benzyną — wybuchnie. To metafora zdrowej relacji — chodzi o stabilność, troskę i pielęgnowanie ognia, a nie o ciągłe eksplozje.

Terapia nie tylko dała mi lepsze życie — dała mi zupełnie nowe życie.
I choć nadal dużo pracuję nad sobą, czuję, że naprawdę wiem, kim jestem i czego chcę.